EkoWodrol - Tworzymy przyjazne środowisko

Ekowodrol_50_lat

50 lat tradycji i doświadczenia

Wszystko zaczęło się od państwowego przedsiębiorstwa działającego od 1959 roku jako jednostka wyspecjalizowana w odwiertach studziennych... czytaj więcej


Jesteś tutaj:


wywiad dla tygodnika MIASTO

17 sierpnia 2012, autor: Sekretariat

08378_wywiad_miasto_2012_08_17

Ludzie biznesu: Lech Wojciechowski („EkoWodrol”) Ruch, aktywność, żadnej stagnacji

Lech Wojciechowski w dzieciństwie chciał zostać na przemian strażakiem, policjantem lub lotnikiem. Został zuchem. „ZHP wciągnęło mnie i ukształtowało” – dodaje. Z łezką w oku wspomina rajdy, do dzisiaj wypoczywa aktywnie. W szkole był uczniem zmiennym. „Jak się przyłożyłem, miałem piątki” – precyzuje. W harcerstwie działo się jednak tak dużo, że młodemu Leszkowi brakowało czasu na systematyczną naukę.

Obecny prezes „EkoWodrolu” pochodzi z Połczyna Zdroju. Po liceum wybrał studia na Wyższej Szkole Inżynierskiej (obecnie: Politechnika Koszalińska). „Podczas wakacji pomagałem tacie, który był monterem instalacji sanitarnych – mówi. – Wiedziałem, co chcę robić, wybrałem budownictwo”. Tak jak sobie wymarzył, na kolejnym rajdzie studenckim poznał żonę, Aleksandrę. „Pamiętam: jedenastego listopada” – wspomina. Po dyplomie został w Koszalinie.

Pracę rozpoczął 31 lat temu, w ówczesnym „Wodrolu”. Został majstrem budowy, z przydziałem na najdalej położoną inwestycję (numer 13). „Początki były trudne” – przyznaje z uśmiechem. Gospodarka socjalistyczna stawiała na głowie zasady logiki, dawała niezłą szkołę życia. „Wszystkie te lata minęły jak chwila” – przyznaje dzisiaj. W 1986 r. został zastępcą dyrektora „Wodrolu”. W 1992 r. pracownikom udało się sprywatyzować przedsiębiorstwo. Firma zmieniła nazwę, powstała spółka. „Rok później, po śmierci mojego poprzednika, Krzysztofa Kawy, objąłem stanowisko prezesa” – wyjaśnia. W pracy kieruje się zasadą lojalności wobec współpracowników. Krzywi się, że jest za miękki, zbyt łagodny, niezbyt konsekwentny. Żona, która także pracuje w „EkoWodrolu” dodaje z boku: „Jako szef nie podnosi głosu, jest wyrozumiały, ciepło podchodzi do pracowników. Jako mąż – największy przyjaciel”.

Uważa, że w pracy trzeba kierować się pasją. Lubi, gdy coś powstaje. Ceni spójność w zamysłach inżynierskich. Nie ma jednak serca do siedzenia w papierach. „Unikam biurokracji – rozkłada ręce. – Robię to, co już naprawdę muszę”. Nie samą pracą żyje. Jeździ na nartach, rowerem. Ostatnio z upodobaniem gra w tenisa stołowego. „Stół ustawiłem w domu, z kolegami gramy do nocy, w ten sposób odreagowuję stresy” – tłumaczy.

Coraz częściej myśli o przyszłości. Marzy o licencji pilota. Z dumą opowiada, jak ostatnio wziął udział w pielgrzymce rowerowej. „Bez przygotowania, w trzy dni, przejechaliśmy dwieście pięćdziesiąt kilometrów!” – wyjaśnia. Jednak nawet na wolnym nie potrafi oderwać się od myślenia o skutkach kryzysu: „Najgorsze, że recesja odbija się na zwykłych ludziach”.

Na emeryturę zostawia sobie podróże i dłuższe wypady rowerowe. „Ruch, aktywność – zaciera ręce. – Żadnej stagnacji. I dom, bo teraz na dom mamy mało czasu” – dodaje.

W biurze prezesa „EkoWodrolu” wisi nietypowy zegar: godziny odmierza właściwie, ale jego wskazówki płyną w odwrotnym kierunku. „To uświadamia mi, że czas jest pojęciem względnym” – mówi jego właściciel.

Załączniki:

  • wywiad Miasto 2012.08.17.jpg
    (199 KB) pobierz

Ta strona używa plików cookies w celu poprawnego działania i zgodnie z polityką prywatności. Możesz zmienić warunki przechowywania lub dostępu do tych plików w Twojej przeglądarce. zamknij